logo

» Sala weselna
---------------------------------------
» Lista członków
---------------------------------------
» Orkiestra
---------------------------------------
» Jednostka Operacyjno-Techniczna
---------------------------------------
» Nasze wyposażenie
---------------------------------------
» O NAS - w skrócie
 
» PRZECZYTAJ!!!
---------------------------------------
» 10-ro przykazań prawego strażaka
---------------------------------------
» Modlitwa Strażaka
» Świety Florian
» Dzień Strażaka
» Stopnie (dystynkcje) PSP
» Dystynkcje OSP
» Odznaki OSP
---------------------------------------
» Przepisy OSP - praktyczne wyjaśnienia
---------------------------------------
» Rola i obowiązki Zarządu, Komisji Rewizyjnej i osób funkcyjnych w OSP
---------------------------------------
» ABC Strażaka
» Jak zachować się:
» Pierwsza pomoc
» Słownik pożarniczy
» Ochrona PPoż.
» Pożar - słownik
» Bezpieczeństwo w kuchni
» Potencjalne zagrożenia
» Bądź gotowy do ewakuacji
» Wypalanie traw
» Jak wezwać pomoc ?
» Kartki z dziejów pożarnictwa
---------------------------------------
» Humor
» FLAGA - zasady i terminy wywieszania
» Ciekawostki z innej beczki
---------------------------------------
» Jak zostać jednym z Nas
Świety Florian

Św. Florian - Patron Strażaków

Św. Florian - Patron Strażaków
 
 
Wszechmogący, wieczny Boże,
za wstawiennictwem świętego Floriana, - męczennika,
daj nam stłumić płomienie naszych namiętności
i zachowaj nas od pożarów"

Imię świętego Floriana wywodzi się z języka łacińskiego od imienia Florus. Zostało utworzone przy pomocy przyrostka - ianus. Początkowo Florianus oznaczał kogoś, kto należał do Florusa. Z gramatycznego punktu widzenia Florianus pochodzi od przymiotnika florus, flora, florum, a użyte w funkcji nazwy własnej znaczy tyle, co kwitnący. W tym imieniu mieści się pierwiastek radości i życia. W Kalendarzu liturgicznym wspomnienie św. Floriana jest umieszczone na początku maja (4 maja), kiedy to zaczyna rozwijać się przyroda i kwitną kwiaty co zapewne związane jest z pochodzeniem tego imienia. Niektórzy także w etymologii tego imienia dopatrują się też pierwiastka wody, zawsze koniecznej dla życia roślin.
Księga imion podaje natomiast, że imię Florian jest pogańskie. Pochodzi ono od starorzymskiej bogini Flory, która w opiece miała kwiaty. Święty Florian nie był jednak czcicielem rzymskich bogów, tylko wyznawcą Chrystusa, i za to został utopiony w Dunaju.

W Polsce imię to pojawiło się w XII wieku wraz z kultem św. Floriana, który się rozwinął w związku z otrzymaniem w 1184 roku przez Kraków części relikwii Świętego. W XIII wieku uległo pewnemu przekształceniu i przybrało formę Tworian. A. Briikner uważał, że przeróbki tej dokonano w celu uczynienia tegoż imienia zrozumiałym dla Polaków.


Jednak nie sposób podać faktycznych przyczyn, dlaczego u nas mieszano imię Florian i Tworzyjan. Obok męskiej formy tego imienia istnieje jego żeński odpowiednik Floriana lub jego zdrobnienie Florka. Odpowiedniki obcojęzyczne: łac. Florianus; ang., niem. Florian; fr. Florien. Imię to rzadko pojawia się w wykazach hagiograficznych. W VIII wieku po całej środkowej Europie rozpowszechnił się kult św. Floriana. Nie ma jednak żadnych źródeł potwierdzających historyczność osoby i wydarzeń z jego życia. To, co dziś wiemy o św. Florianie, jest oparte na dziele pt. Passio Floriani, które częściowo nosi znamiona legendy. Po dokładnym przebadaniu okazało się, że pewne partie dzieła mogą być legendą, a pewne można uznać za historyczne, tzn. opisujące konkretne wydarzenia, które miały miejsce w życiu, ale legenda tak się zrosła z faktami, że dziś nie sposób oddzielić jedno od drugiego.

Najczęściej spotykanym wizerunkiem św. Floriana jest, młodzieniec w stroju rzymskiego legionisty wylewający wodę ze skopka na płonący dom. Ten obraz świętego przechodził wiele przeobrażeń w sztuce ludowej jak i sakralnej. Raz przedstawiano go jako żołnierza, potem jako oficera rzymskiego a nawet księcia w hełmie i wspaniałej zbroi z lancą i proporcem w ręku.  

   Niektóre opowieści ludowe mówiły, że Florian już jako dziecko ugasił pożar domu jednym skopkiem wody. Również wypadek, jaki przydarzył się pewnemu węglarzowi, trudniącemu się wypalaniem węgli drzewnych ukazuje skuteczne pośrednictwo tego świętego u tronu Stwórcy. Węglarz ów podczas pracy przy wypalaniu węgli poprawiał żarzący się stos drewna i nieopatrznie wpadł do żaru. Był to człowiek nabożny i wyznawca świętego Floriana. W chwili grożącego mu niebezpieczeństwa westchnął do niego i w tym momencie rozżarzone węgle sczerniały, a węglarz cały i zdrów wydostał się na zewnątrz. Jeszcze inne podania umieszczają go w oddziale straży pożarnej w starożytnym Rzymie. Prawdopodobne wydaje się skojarzenie imion Floriana z legendy z Florianusem, który żył około 900 roku we Francji i był czczony jako patron broniący od ognia.

   Wg. \"Żywotów Świętych\" św. Florian żył w końcu III wieku w prowincji Ufer Noricum [Austria] za panowania cesarzy Dioklecjana [245 - 316 n.e.] i Maksymiliana [235 - 238 n.e.]. Urodził się około 190 roku w Dolnej Austrii. W młodości poświęcił się służbie wojskowej i doszedł do stopnia dowódcy oddziału. W tym czasie bardzo dręczono i prześladowano chrześcijan. Szczególnym okrucieństwem wykazywał się namiestnik norycki Akvilinus, który w ogrodzie Laureakum uwięził 40 chrześcijan. Im to z pomocą pospieszył św. Florian. Postanowił dodać otuchy chrześcijanom i udowodnić, że za tą wiarę należy poświęcić wszystko, nawet własne życie.

W 302 r. cesarz usunął chrześcijan z wojska i urzędów, a w dwóch następnych latach wydał przeciw nim cztery edykty. Pierwszy zawierał zakaz kultu. Urzędnicy cesarscy zażądali zwrotu naczyń liturgicznych i ksiąg. Zarządzono również zburzenie kościołów. Drugi edykt przewidywał aresztowanie wszystkich duchownych chrześcijańskich. Trzeci zapowiadał amnestię i uwolnienie z więzień tych chrześcijan, którzy wezmą udział w składaniu ofiar bogom rzymskim. Akt złożenia ofiary traktowano jako swego rodzaju wyznanie wiary w bogów i wyparcie się Chrystusa. Czwarty edykt nakazywał wszystkim mieszkańcom cesarstwa złożyć ofiarę bogom pod groźbą surowych kar: zesłania do pracy w kopalniach, tortur i śmierci. Prześladowania chrześcijan, wywołane polityką religijną Dioklecjana, trwały do 311 roku. Gdy edykty te dotarły do Noricum, prefekt Akwilin zaczął je dokładnie i gorliwie realizować.

 Różne były postawy chrześcijan. Jedni "załatwiali sobie" fałszywe zaświadczenia o złożeniu ofiary, inni starali się uciec i przeczekać nie pierwszą już falę prześladowań. Byli wreszcie odstępcy od wiary. Okres prześladowań dał jednak Kościołowi męczenników, świadczących życiem za prawdziwość wiary. Jednym z nich był Florian. W okresie prześladowań jawnie popierał chrześcijan i zachęcał do wytrwania. W mieście Lauriacum w wyniku obławy na wyznawców Chrystusa pochwycono jedenaście osób, o których dowiedział się Florian. Florian, żołnierz, szef wojskowej służby prefekta, był chrześcijaninem. Sam udał się do Lauriacum, gdzie dał się aresztować dawnym swoim podwładnym - żołnierzom. Namowy namiestnika cesarskiego, aby wyparł się swojej wiary i złożył ofiarę bogom rzymskim nie przyniosły rezultatu. Nie pomogło bicie kijami ani inne tortury. 

    Wówczas nie do pomyślenia było, aby dowódca oddziału, wysoko ceniony żołnierz mógł być wyznawcą religii chrześcijańskiej i stawiać opór rozkazom cesarskim. Początkowo Akvilinus starał się odwieść Floriana od wyznawania chrześcijanizmu i zmusić go do złożenia ofiary bogom pogańskim. Kiedy Florian odmówił został skatowany do nieprzytomności, a kiedy i to nie pomogło kazano go biczować, a potem ostrymi, zakrzywionymi żelaznymi kolcami szarpano jego ciało. Florian znosił te katusze mężnie, pozostał wierny swojej wierze, cały czas modląc się. Następnie przywiązano mu młyński kamień do szyi i zrzucono z mostu do rzeki Enns (ówcześnie Anizy) na terenie Austrii - stało się to 4 maja 230 roku. I oto kat, który strącił Floriana do rzeki nagle oślepł, a wzburzona rzeka umieściła zwłoki męczennika na wystającym kamieniu nadbrzeżnym, gdzie osłaniał go skrzydłami rozpiętymi w kształcie krzyża olbrzymi orzeł.

Ciało Floriana odnalazła wdowa Waleria. Nad jego grobem z czasem wybudowano kościół i klasztor ojców Benedyktynów, a później klasztor Kanoników laterańskich wg reguły św. Augustyna. W roku 1184 Idzi, biskup Modeny, na prośbę księcia Kazimierza Sprawiedliwego, sprowadził relikwie św. Floriana do Krakowa.

Kult św. Floriana w Polsce
Polskiej delegacji, która przybyła do Rzymu w 1184 r. po relikwie jakiegoś świętego, który mógłby stać się patronem całego narodu, nie było łatwo wyjednać ciało męczennika, którego Rzym uważał za swojego opiekuna, niemal gwaranta bezpieczeństwa. Według legendy sam św. Florian interweniował, wyjawiając papieżowi Lucjuszowi III swoją wolę udania się do północnego kraju. Z wielką dyskrecją, ale też pod opieką znakomitej osobistości, legata papieskiego, biskupa Modeny – Idziego, przywieziono ciało św. Floriana do Krakowa. Jednak jeszcze przed bramami miasta, na podkrakowskim Kleparzu, w miejscu gdzie dziś wznosi się kościół pod wezwaniem świętego męczennika, woły ciągnące wóz z relikwiami zatrzymały się i ruszyły w dalszą drogę dopiero wtedy, gdy książę Kazimierz Sprawiedliwy złożył przyrzeczenie, że na tym miejscu stanie kościół.

O tym, jak ciało tego męczennika trafiło najpierw do Rzymu, a potem do Polski, dowiadujemy się z podań ubarwionych wątkami fantastycznymi. Historię sprowadzenia relikwii św. Floriana do Polski, opisuje w swojej kronice, pod rokiem 1184, Jan Długosz: "Papież Lucjusz III chcąc się przychylić do ciągłych próśb monarchy polskiego Kazimierza, postanawia dać rzeczonemu księciu i katedrze krakowskiej ciało niezwykłego męczennika św. Floriana. Na większą cześć zarówno świętego jak i Polaków, posłał kości świętego ciała księciu polskiemu Kazimierzowi i katedrze krakowskiej przez biskupa Modeny Idziego. Ten, przybywszy ze świętymi szczątkami do Krakowa dwudziestego siódmego października, został przyjęty z wielkimi honorami, wśród oznak powszechnej radości i wesela przez księcia Kazimierza, biskupa krakowskiego Gedeona, wszystkie bez wyjątku stany i klasztory, które wyszły naprzeciw niego siedem mil. Wszyscy cieszyli się, że Polakom, za zmiłowaniem Bożym, przybył nowy orędownik i opiekun i że katedra krakowska nabrała nowego blasku przez złożenie w niej ciała sławnego męczennika. Tam też złożono wniesione w tłumnej procesji ludu rzeczone ciało, a przez ten zaszczytny depozyt rozeszła się daleko i szeroko jego chwała. Na cześć św. Męczennika biskup krakowski Gedeon zbudował poza murami Krakowa, z wielkim nakładem kosztów, kościół kunsztownej roboty, który dzięki łaskawości Bożej przetrwał dotąd. Biskupa zaś Modeny, Idziego, obdarowanego hojnie przez księcia Kazimierza i biskupa krakowskiego Gedeona, odprawiono do Rzymu. Od tego czasu zaczęli Polacy, zarówno rycerze, jak mieszczanie i wieśniacy, na cześć i pamiątkę św. Floriana nadawać na chrzcie to imię".
Realizacja tego dzieła rozpoczęła się już w roku 1185, a pomiędzy rokiem 1208 i 1216 bł. Wincenty Kadłubek, wówczas biskup krakowski, konsekrował ukończoną świątynię. Z katedry wawelskiej sprowadzono uroczyście część relikwii św. Floriana, patrona kościoła i Kleparza. Gdy w 1366 r. Kazimierz Wielki przekształcał Kleparz w osobne miasto, od imienia patrona nazwał go Florencją. Nazwa ta była wprawdzie używana przez dwa stulecia, lecz nigdy nie wyparła dawnej.


W późniejszym czasie ku czci św. Floriana wystawiano świątynie i w innych miastach Polski, m.in. Sulejowie i Wąchocku. Relikwiarz zaginął, w połowie XVII wieku. W 1736 roku na prośbę austriackiego opactwa St. Florian część relikwii zwrócono. Przyczyniło się to do rozwoju kultu na terenach czeskich i niemieckich.
Kult św. Floriana, jednego z czterech głównych patronów kościoła w Polsce (obok św. Wojciecha, św. Stanisława i św. Wacława), przybierał różne formy. Organizowane były uroczyste procesje z katedry do kościoła św. Floriana, podczas których niesiono relikwiarz z głową świętego. Od czasu wielkiego pożaru Kleparza w 1528 roku, kiedy to nadprzyrodzonej interwencji patrona od ognia przypisano cudowne ocalenie świątyni, kult św. Floriana stał się jeszcze żywszy. Źródła podają że w tymże pożarze był widziany św. Florian w powietrzu z naczyniem wody, zalewając kościół. Kraków się palił (jak to w dawnych wiekach), a kościół św. Floriana pozostawał nietknięty. Dlatego u nas Florian został patronem straży pożarnej.

Św. Florjanie, miej ten dom w obronie, niechaj płomieniem od ognia nie chłonie! Taki napis, a także figurę świętego umieszczali na swych kamienicach mieszkańcy dawnego Krakowa. Modlili się: Św. Florianie broń nas i strzeż od ognia nieszczęsnego i piekielnego, rozpal ogień miłości i dobroci przez Chrystusa Pana Naszego. Amen a także Wszechmogący, wieczny Boże, za wstawiennictwem świętego Floriana, męczennika, daj nam stłumić płomienie naszych namiętności i zachowaj nas od pożarów.

Przybysze niemieccy formułowali tę prośbę o opiekę w całkiem inny sposób: Heilig Florian, schutze mein Haus und zunde das andere an!, czyli: Św. Florianie, oszczędź mój dom i podpal inny. Widać panowało wśród nich przekonanie, że bezlitosne płomienie muszą zebrać swoje żniwo.
   Plagą dawnych miast były pożary. Co gorsza, o regularnej straży ogniowej nikomu się wtedy jeszcze nie śniło, a ciasna zabudowa ulic, brak wodociągów, wreszcie sam materiał, z którego wznoszono domy - głównie drewno i słoma - przekreślały szanse człowieka w walce z żywiołem ognia. Nie znaczy to wcale, że nasi pra, pradziadowie biernie przyglądali się swym trawionym przez płomienie domostwom. Do obrony przed ogniem poprzez sprawowany urząd zobowiązane były konkretne osoby. W dawnym Krakowie był to najpierw tzw. hutman ratuszny, który „o wiele rzeczy w mieście musiał mieć staranie, a do jego powinności należało, aby dla wszystkich przypadków i rządu, tak niebezpieczności, jako gwałtów, ognia i wszelkiego ochędóstwa dla zarazy przez smrody, gnoje i błota, w mieście pilnie doglądał”. W czasach nieco późniejszych sami mieszkańcy mieli obowiązek ochrony swych domów przed pożarami. Właściciele co dziesiątego domu - stąd nazwa "dziesiętnicy dozorców cyrkułowych" - mieli sprawować dozór nad porządkami i bezpieczeństwem od ognia w owych dziesięciu domach.

  Magistrat wydawał przepisy, mające zapobiec pożarom. „W każdej kamienicy, we wszystkich pałacach, klasztorach i w każdym domie mają być pod dachem naczynia wodą napełnione i w porządki ogniowe, tj.: drabinę, osękę, żelazem okutą, sikawkę ręczną i przynajmniej w parę wiaderek skórzanych lub drewnianych, każdy posesor domu lub kamienicy niezwłocznie opatrzyć się i te na zawsze w sieni kamienicy utrzymywać powinien, a po strychach nikt się nie ma ważyć składać słoniny, słomy, siana i żadnych innych palnych rzeczy”. Przed domami pobudowano kamienne pachołki z okrągłymi zagłębieniami, by można było gasić w nich pochodnie. Strażnik na Wieży Mariackiej czuwał dzień i noc wypatrując, czy nie pojawiają się gdzieś groźne języki ognia. Do swej dyspozycji miał czerwoną chorągiewkę za dnia i czerwoną latarnię w nocy, dzwon w który uderzał, no i oczywiście trąbkę. W wypatrywaniu ognia w nocy pomagali stróże nocni, tzw. "halabardnicy", którzy w przypadku dostrzeżenia gdzieś pożaru mieli najpierw obudzić wszystkich mieszkających w pobliżu, potem zaś pędzić co sił pod wieżę i za pomocą zwisającego z niej drutu powiadomić strażnika o niebezpieczeństwie. W różnych prawnych uregulowaniach nie zapomniano także o typowych ludzkich reakcjach i starano się je kształtować, przewidując nagrody i kary w zależności od zachowania się mieszkańców w czasie pożaru. I tak np. w kasie miejskiej na tego, kto pierwszy dobiegł do pożaru z wiadrem wody, czekała nagroda. Jeśli zaś ktoś zjawił się przy pożarze bez narzędzia ratunku, ryzykował więzienie. Łaziebnicy wraz z czeladnikami obowiązani byli dostarczyć wanny ze swoich łaźni, a od 1794 r. odpowiedzialność za akcję ratunkową spoczywała na kongregacji kupieckiej i cechu kominiarzy.

Wszystkie te środki, choć - zważywszy skromne możliwości techniczne - starannie obmyślane, nie mogły stanowić wystarczającej ochrony. Pożary, te powstające przypadkowo i te celowo wzniecane w czasach wojen przez nieprzyjacielskie wojska szturmujące lub opuszczające miasto, dziesiątkowały domy, pałace, kościoły i klasztory. Przerażeni ludzie ratowali swój dobytek, toczyli nierówną walkę z płomieniami, starali się zapobiec przenoszeniu się ognia. Na próżno. Zwykle skuteczniejszy od ludzi okazywał się deszcz albo korzystna zmiana kierunku wiatru. I jak zawsze tam, gdzie zawodziły możliwości własne, zrozpaczeni mieszkańcy szukali pomocy opiekunów w niebie.

Św. Florian jest opiekunem wykonawców zawodów wiążących się z ogniem: strażaków, hutników, kominiarzy, garncarzy, piekarzy.

Św. Florian w sztuce
Artyści przedstawiali św. Floriana jako Chrystusowego rycerza i patrona walki z pożarem. Zmianom natomiast ulegały elementy drugorzędne: wygląd, strój i atrybuty. Pierwsze wyobrażenia ukazują świętego jako starca (freski z XII wieku w kościele klasztornym w Nonnbergu koło Salzburga). Natomiast już w XIII wieku pojawiają się pierwsze wizerunki Floriana jako młodego rycerza z purpurowym płaszczem na ramionach - iluminacje rękopisów liturgicznych w opactwie kanoników regularnych w Sankt Florian koło Linzu. Ciągłym przeobrażeniom podlegała zbroja Floriana: w XIII wieku była to kolczuga, w XIV - XVI w. — karacena, czyli zbroja łuskowa (skrzydło ołtarzowe z 1497 w kościele Bożego Ciała we Wrocławiu); w XVII i XVIII wieku zastąpił ją pancerz płytowy i hełm z pióropuszem. W sztuce polskiej pojawia się zbroja husarska (polichromia z 1667 roku w drewnianym kościele św. Mikołaja w Witanowicach koło Wadowic). Od XII wieku Florianowi towarzyszy rozwinięty sztandar, a od XV stulecia tarcza i miecz symbolizujące Floriana jako żołnierza Chrystusa (tryptyk z około 1500 roku w kościele św. Leonarda w Lipnicy Murowanej koło Bochni oraz obraz ołtarzowy w kaplicy św. Trójcy w katedrze na Wawelu). Pod koniec XV wieku pojawiły się nowe atrybuty: naczynia z wodą i dom w płomieniach. Był to znak szerzącego się kultu Floriana jako patrona walki z ogniem (obraz A. Cebeja z pół. XVIII wieku w muzeum narodowym w Lubljanie). Polska ikonografia najczęściej przedstawia Floriana jako rzymskiego żołnierza. Jego atrybutem jest naczynie z wodą. Zdarzają się także wizerunki świętego własnoręcznie gaszącego pożar.

Obecnie relikwie Świętego Floriana znajdują się w Chorzowie. Jego wspomnienie w Kościele katolickim jest 4 maja i ma rangę wspomnienia obowiązkowego, w Krakowie i archidiecezji katowickiej - święta.

Ojciec święty Jan Paweł II w liście apostolskim z okazji 800-lecia parafii św. Wojciecha na Kleparzu w 1984 roku, jako wikary dawny świętofloriański, tak pisał na temat kultu św. Floriana: 

"Święty Florian stał się dla nas wymownym znakiem...szczególnej więzi Kościoła i Narodu Polskiego z Namiestnikiem Chrystusa i stolicą chrześcijaństwa...Ten, który poniósł męczeństwo, gdy spieszył ze swoim świadectwem wiary, z pomocą i pociechą prześladowanym chrześcijanom w Lauriacum, stał się zwycięzcą i obrońcą w wielorakich niebezpieczeństwach, jakie zagrażają materialnemu i duchowemu dobru człowieka. Trzeba także podkreślić, że święty Florian jest od wieków czczony w Polsce i poza nią jako Patron strażaków, a więc tych, którzy wierni przykazaniu miłości i chrześcijańskiej tradycji, niosą pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia klęskami żywiołowymi"

 

W dniu 19 października 1993 r. Kongregacja do spraw kultu Bożego przy Stolicy Apostolskiej nadała miastu Chorzów Patrona Św. Floriana, gdzie jest on otaczany szczególnym kultem i gdzie znajdują się relikwie świętego przekazane z Krakowa. Święty Florian zajmuje poczesne miejsce w pieśni będącej pierwszym hymnem Polski - Bogurodzicy:

 

"Święty Florianie Nasz miły Patronie Proś za nami Gospodyna Paniej Maryjej Syna".